“RT @RPasnicki: PiSinflacja to użebraczenie narodu polskiego w tempie błyskawicznym. A tępy suweren łyka łgarstwa władzy bez problemu. I tu…” Low cost carriers (LCC) czyli popularnie nazywane w Polsce tanimi linia lotniczymi zazwyczaj (bo nie zawsze) oferują ceny biletów niższe od tradycyjnych przewoźników. Tłumacząc na polski znaczy to "Dlaczegoś biedny - boś głupi; Dlaczegoś głupi - boś biedny" i kółko się zamyka. Było to jednak od zawsze punktem spornym między filozofią idealistyczną oraz filozofią materialistyczną. @PaksAner @MisiekWojciech Czemuś biedny boś głupi, Czemuś głupi boś biedny . I wasze koło się zamyka. 15 Feb 2022 @tylko_prawda_ Jak Wam żal dupę ściska, że ktoś ma, a Wy jesteście golodupcami! Czegoś biedny? Boś glupi!!! Nienawistny w dodatku. 12 Oct 2021 @Marek92951293 @trzaskowski_ @DDTVN Nie trafiłeś, boś głupi. Jutro idź z Bąkiewiczem świętować 1 rocznicę bitwy pod Empikiem藍藍藍 https://t.co . Każdy sobie rzepkę skrobie, czyli kto jest faktycznym organizatorem wojewódzkiego transportu zbiorowego w kuj-pomie? Taryfa Kujawsko-Pomorska w nowej odsłonie daje dostęp do naprawdę dobry cen biletów kolejowych w całym regionie. To niewątpliwie ogromny plus. Przez wiele lat województwo było podzielone na strefę uprzywilejowaną i tą traktowaną gorzej. W poprzednich tekstach pisałem o pozytywnych zmianach w ofercie połączeń regionalnych kolei. Rzeczywiście widać tu spore zmiany na plus, zwłaszcza w zakresie cen. Żeby jednak nie przesłodzić odniosę się do samej organizacji transportu w regionie i praktycznego funkcjonowania "jednolitej" taryfy kujawsko-pomorskiej. Na stronie możemy przeczytać: "Jednolita, tania, z gwarancją stałej ceny – samorząd województwa kujawsko-pomorskiego wprowadza taryfę wojewódzką na wszystkich regionalnych połączeniach kolejowych. Zacznie działać od 13 grudnia." oraz "Jeśli na jakiejś linii, teraz lub w przeszłości, przewoźnik wprowadzi promocję przebijającą naszą ofertę, pasażer będzie mógł wybrać korzystniejszy dla siebie wariant biletu." Z tych słów wynikałoby, że samorząd województwa posiada rzekomo jakąś własną ofertę. Czy rzeczywiście taryfa kujawsko-pomorska jest ofertą samorządu województwa, jak wynikałoby z powyższej informacji ? Mam co do tego wątpliwości po informacji jaką otrzymałem drogą mailową od pracownika jednej ze spółek obsługujących połączenia kolejowe w regionie (wymianę korespondencji prowadziłem w celu ustalenia, czy można kupić jeden bilet za PLN na łączony przejazd pociągami Arriva i Przewozów Regionalnych na trasie Bydgoszcz Wschód - Bydgoszcz Osowa Góra jeżeli w rozkładzie pasuje taka przesiadka): Nadmieniam, że Taryfa Kujawsko-Pomorska (spółki Arriva RP), a oferta "Taryfa województwa kujawsko-pomorskiego" (Przewozów Regionalnych)- to są dwie różne oferty dwóch różnych przewoźników choć cena jest taka sama. Gołym okiem widać, że ciągle coś jest "nie tak" z tą taryfą kujawsko-pomorską. Mobilny system sprzedaży biletów kolejowych jak Skycash, czy Callpay ciągle nie umożliwia sprzedaży pasażerowi biletów łączonych na trasę wykonywaną pociągami obi spółek w jednolitej (podobno) taryfie kujawsko-pomorskiej. Dlaczego? W przypadku Skycash istnieje fizycznie możliwość wystawienia takiego biletu na trasę Bydgoszcz Osowa Góra - Bydgoszcz Wschód w zakładce PR-ów, ale otrzymałem informację, że taki bilet nie będzie honorowany przez Arrivę. Dlaczego? Papierowy bilet wypisany przez konduktora ma być honorowany przez druga spółkę, a bilet elektroniczny nie będzie honorowany? Spółki mają swoje oddzielne systemy sprzedaży, a jak wiemy, samorząd województwa nie posiada żadnego własnego systemu informacyjnego o rozkładach i systemu sprzedaży biletów. Każdy sprzedaje swoje bilety. Te problemy widać na styku działania obu kolejowych przewoźników. Trudno kupić tą ofertę, gdy jest się zmuszonym do przesiadek pomiędzy przewoźnikami. A trzeba nadmienić, że komunikacja kolejowa ciągle jest "pocięta" na stacji Bydgoszcz Główna. Praktycznie nie ma bezpośrednich połączeń umożliwiających pasażerom wjechanie głęboko, na wschód miasta pociągami z kierunku Nakła czy Inowrocławia. Czy taryfa kujawsko-pomorska jest zatem rzeczywiście ofertą samorządu województwa? Czy samorząd województwa koordynuje rozliczenia pomiędzy przewoźnikami dotyczące sprzedaży łączonej, dotyczące usług wykonywanych przez obie te spółki przy realizacji jednej podróży? Brak również jednolitej wyszukiwarki połączeń wojewódzkich, która pozwalałaby pasażerowi w wygodny sposób znajdować połączenia w relacjach wymagających podróży autobusem i pociągiem. Od przewozów wojewódzkich można by chyba oczekiwać stworzenia systemu wspierającego informacyjną i taryfową obsługę wszystkich połączeń wojewódzkich? Transport dla władz województwa nie jest istotny. Przynajmniej na stronie internetowej.. Podejście Urzędu Marszałkowskiego do kwestii organizacji transportu regionalnego obrazuje także strona internetowa menu strony - transportu zbiorowego brak W menu strony brak jest pozycji TRANSPORT ZBIOROWY gdzie byłyby podane czytelnie wszystkie informacje dotyczące taryf i zasad honorowania biletów, sposobu ich zakupu, rozkładów jazdy. W mojej ocenie samorząd województwa nie jawi się jako organizator transportu zbiorowego a jedynie jako podmiot realizujący dopłaty do kolejowych przewozów w regionie, a w praktyce obaj przewoźnicy realizują te przewozy po swojemu. Na stronie internetowej informacje dotyczące organizacji transportu umieszczane są w newsach, brakuje zgrupowania ich w jednym miejscu i przedstawienia w czytelny sposób pasażerom. Pytanie o to kto jest rzeczywiście organizatorem transportu zbiorowego w regionie jest zatem uzasadnione. Żeby lepiej zobrazować sytuację posłużę się przykładem transportu zbiorowego Bydgoszczy. Organizatorem przewozów (poza kolejowymi na terenie miasta) jest ZDMiKP. To on prowadzi sprzedaż biletów różnymi kanałami sprzedaży, organizuje ich kontrole, ustala na bazie uchwał Rady Miasta i precyzuje zasady taryfowe, którym podlega każdy przewoźnik mający zamiar brać udział w przetargu na obsługę miejskich linii komunikacyjnych. Jeżeli wygra taki przetarg, to musi dostosować się do zasad ustalanych przez organizatora przewozów (ZDMiKP) oraz pojazdy wyposażyć w kasowniki czy jednolity, miejski system informacyjny (tablice z dynamiczną informacją). Ten system rzeczywiście jest miejski. Pasażer w Bydgoszczy może nawet nie wiedzieć, czy porusza się autobusem spółki KDD Trans czy MZK. To jest faktycznie jeden system. Gdyby przenieść analogie z wojewódzkiego systemu transportowego na system miejski, to możemy sobie wyobrazić, że pasażer, przesiadając się z linii 67 na linię 69, musiałby kupować sobie osobny bilet, mimo posiadania ważnego biletu godzinnego. To jest oczywiście absurd. Taki system nie byłby przyjazny dla pasażera i jeszcze mniej ludzi chciałoby z niego korzystać. Być może wyjaśnia, to dlaczego relatywnie mało ludzi korzysta z transportu zbiorowego w transporcie regionalnym. Taryfy kolejowe nie współpracują z taryfami na autobusy podmiejskie, popularne PKS-y. Nie współpracują również z taryfami miejskimi. Czy można się dziwić, że relatywnie mało pasażerów chce korzystać z takiego systemu transportu zbiorowego? Raczej nie. Przypomnijmy zatem, że w skali regionu tylko 8% podróży obywa się transportem zbiorowym. Dramat. Inne słowa nie pasują do tej statystyki systemu transportu zbiorowego, na którego utrzymanie wydajemy z naszych podatków już ponad 100 milionów PLN rocznie. Nie licząc oczywiście inwestycji w infrastrukturę, bo to jest oddzielna kwestia. Ale spróbujmy sobie wyobrazić dlaczego tak mało osób w regionie z transportu zbiorowego korzysta, bo takie statystyki mają konkretne przyczyny. Nie są dziełem przypadku, tylko wynikiem niskiej jakości systemu jako całości. Trzy bilety na jedną podróż do pracy? Wyobraźmy sobie pasażera, który mieszka na wsi w pobliżu powiedzmy Złotników Kujawskich. Do pracy w Bydgoszczy mógłby dostać się transportem zbiorowym przy użyciu autobusu PKS, pociągu i następnie tramwaju. Gdyby chciał tak podróżować regularnie, to musiałby co miesiąc kupować 3 oddzielne bilety okresowe u każdego z trzech faktycznych organizatorów transportu. Czy taki system nie wydaje się państwu absurdalny? A jednak taki właśnie system funkcjonuje ciągle w 2015 roku w województwie kujawsko-pomorskim. Kto jest rzeczywiście organizatorem transportu zbiorowego w kuj-pomie? Organizatorów jest wielu. Jeżeli do dwóch przewoźników kolejowych posiadających swoje taryfy i bilety dodamy przewoźników autobusowych, których biletów nie honoruje nikt poza nimi samymi, to mamy rzeczywisty obraz integracji transportu zbiorowego w regionie. Spółek i prywatnych firm świadczących usługi przewozu osób jest wiele, a "każdy sobie rzepkę skrobie". W tym poprzednich tekstach pisałem o pozytywnych zmianach w ofercie regionalnych kolei, zachęcając do zainteresowania się tą ofertą. Nie zmienia to jednak faktu, że ta oferta nie stanowi spójnego, zintegrowane z czymkolwiek systemu biletowo-taryfowego i nie wiadomo czy kiedykolwiek będzie. Budowa systemu Bilet Metropolitalny, który miał być zbudowany w ramach BiT City została najwyraźniej porzucona. Zresztą słusznie. Więcej o tym tutaj. Mamy inny system informatyczny, działający od kilku lat, obsługujący już z powodzeniem przewozy świadczone w Bydgoszczy i jej okolicach przez ZDMiKP w Bydgoszczy za pomocą tramwajów, i autobusów, zarówno miejskich i podmiejskich. Ten system nazywa się "Bydgoska Karta Miejska". Produkt firmy Mennica Polska jest na tyle nowoczesny, że bez wielkiego problemu można by rozszerzać jego funkcjonalność na kolejne obszary i kolejnych przewoźników. W innych regionach np. na Mazowszu analogiczny system z powodzeniem obsługuje typowe przewozy miejskie oraz kolejowe w jednym logicznym i spójnym systemie. Jest to technicznie możliwe. Nie trzeba na nowo wynajdywać koła. Mamy działający system obsługujący największą cześć przewozów w regionie, czyli przewozy na terenie Bydgoszczy. Żeby to się jednak stało, najpierw potrzebny jest organizator przewozów, który podejmie się zbudowania spójnego systemu dla całego transportu regionalnego i który będzie dysponował odpowiednią wiedzą jak ten proces wdrożyć. Naturalnym kandydatem w mojej ocenie jest ZDMiKP w Bydgoszczy, który posiada kilkuletnie doświadczenie zdobyte podczas wdrażania Bydgoskiej Karty Miejskiej. Rok temu apelowałem o to by integracja transportu w regionie powierzona została podmiotowi z Bydgoszczy. Większość podróży właśnie tutaj się odbywa, gdyż mamy tutaj największy rynek pracy i on ciągle rośnie. Bilet Wojewódzki? Wojewódzkie dokumenty strategiczne mówią o budowie jeszcze innego systemu pod roboczą nazwą bilet wojewódzki. Jednak obserwując działania władz regionu na przestrzeni kilku ostatnich lat można mieć uzasadnione obawy, że wdrażanie tego systemu skończy się tak jak wdrażanie Biletu Metropolitalnego w kuj-pomie, czyli fiaskiem. Dlaczego nie potrafimy wykorzystywać posiadanych już w regionie zasobów do poprawienia jakości systemu transportowego? Mam tu na myśli zasoby intelektualne, ludzkie (know-how) jak i systemowe (wdrożona Bydgoska Karta Miejska z ogromną bazą uzytkowników-pasażerów). Jestem przekonany, że stopniowe integrowanie kolejnych przewozów (kolejowych i autobusów podmiejskich) z systemem Bydgoskiej Karty Miejskiej byłoby znacznie tańsze, bardziej efektywne i zapewniłoby sprawnie realną możliwość odbywania całej podróży na jednym bilecie kilkoma środkami transportu. Ten proces jest oczywiście bardzo trudny do przeprowadzenia, choćby z uwagi na konieczność prowadzenia rzetelnych rozliczeń między przewoźnikami. W różnych regionach prowadzony jest z różnym skutkiem. Jednak w kuj-pomie z punktu widzenia pasażera ten system po prostu nie istnieje. "Każdy sobie rzepkę skrobie". W kontekście fatalnego stanu systemu transportu zbiorowego chciałbym przypomnieć również tekst opublikowany na blogu Quo vadis Bydgoszcz, który zyskał jak na razie 5 miejsce pod względem ilości odsłon. Jest to apel przygotowany przez pana Adama Fularza o powołanie do życia instytucji, która zajęła by się w końcu jakąkolwiek integracją kolei z transportem miejskim Bydgoszczy Apel o powołanie nowego podmiotu dla realizacji Szybkiej Kolei Miejskiej w Bydgoszczy Istnieje kilka koncepcji lepszego wykorzystania kolei na terenie Bydgoszczy i na terenie aglomeracji, a dalej patrząc na terenie całego województwa. Ważne, że osoby z zewnątrz, spoza regionu, jak pan Fularz, zajmujące się problematyką transportu zbiorowego dostrzegają potrzebę zajęcia się na poważnie tematem wykorzystania kolei w naszym regionie. Jak wiemy Prezydent i Rada Miasta Bydgoszczy pozostają bierne w tej kwestii, podejście Urzędu Marszałkowskiego jest takie, jakie widzimy po obecnym braku integracji. Wygląda na to, że sporo jeszcze czasu minie, zanim doczekamy się działań w zakresie taryfowej integracji środków transportu, co gorsza, będziemy jeszcze długo ponosili wysokie koszty związane z utrzymywaniem systemu mało atrakcyjnego dla potencjalnych pasażerów, którzy po prostu nadal będą wybierali auta. Koszty ponoszone w kuj-pomie przez absurdalne projektowanie tego systemu oszacowane zostały przez specjalistów z Centrum Zrównoważonego Transportu na około 35 milionów rocznie. Tyle pieniędzy z kieszeni podatników ubywa po prostu bezsensownie, bezproduktywnie. Dyskusja o budżecie województwa świadczyła o tym, że jego sytuacja finansowa jest zła, na granicy dopuszczalnego zadłużenia. Istnieje całkiem realne zagrożenie, że w 2016 roku ten limit zostanie przekroczony, a mimo to nikt nie interesuje się kilkudziesięcioma milionami bezproduktywnie marnotrawionymi przez słabo zaprojektowany system transportu zbiorowego. Mnie to dziwi. Jest takie przysłowie: " Dlaczegoś biedny? Boś głupi". Biedny ojciec rzadko kiedy nauczy swoje dziecko jak przejść z sukcesem przez rodzimy się jednakowo nadzy i jednakowo mądrzy. Ale już w tym dniu można zaobserwować różnicę w szansach na lepsze przejście przez trudy tego naszego doczesnego życia. Są tacy co od losu nie dostają nic oprócz pieluchy zimnej i koszyka, w którym zostają zostawieni jak sweter niepotrzebny w przedsionku szpitalnego korytarza, są tacy co w skromnymszpitalnym ubranku niecierpliwie czekają na czas kontaktu z mamą i są tacy co to już od pierwszego otwarcia oczu wygrali los na loterii bo i szpital prywatny i opieka na najwyższym z możliwych poziomów a kolejne dni potwierdzają tylko, że różnica pomiędzy tym pierwszym, drugim i trzecim zaczyna być widoczna z dnia na dzień. Lepsze odżywki, ubrania, opiekunka do dzieci, przedszkole prywatne, elitarne szkoły, trenerzy sportowi od najmłodszych lat, nauka języków obcych oczywiście za granicą i inne wszelakie możliwości rozwoju młodego jednak nie wszystko. Taki młody człowiek otrzymuje dodatkowo coś znacznie cenniejszego niźli tylko dobrobyt. On otrzymuje wiedzę, która pozwala mu widzieć możliwości, które przed nim stwarza świat. Uczy się od najmłodszych lat jakie zasady rządzą tym naszym światem, uczestniczy w rozmowach z ludźmi, którzy odnieśli w życiu sukces. Przygotowuje się od małego do tego by być w życiu otwartym na możliwości. Nie trwoni czasu na roztrząsanie różnego rodzaju porażek, które są chlebem codziennym każdego, ale uczy się wyciągać z nich wnioski i nabiera pewności w tym, że każdy problem można rozwiązać. Szybko zaczyna zauważać, że w życiu trzeba planować swoje cele bo w przeciwnym razie drepcze się w miejscu ciągle narzekając na złośliwość dwóch, o których było na początku, często przekonuje się do tego, że życie jest ciężkie i niewielu udaje się do czegoś dojść. Że wiele w dorosłym życiu to kwestia szczęścia, znajomości i układów. Od początku swojej edukacji taka osoba godzi się na to, że jest biedna i że niewiele może zmienić. Potem często te same mądrości powtarza swoim dzieciom i pomogą w naprawieniu takiego postrzegania świata żadne mądre studia. Często i ci dwaj pierwsi i ten trzeci kończą ten sam uniwersytet a jednak ci dwaj pierwsi pozostają biedni nie dlatego, że nie mieli bogatych rodziców tylko dlatego, że nadal są głupsi od tego trzeciego. Są po prostu "nie nauczeni" radzić sobie w dorosłym ojciec rzadko kiedy nauczy swoje dziecko jak przejść z sukcesem przez stara prawda życiowa mojego ojca jest aktualna cały czas. Czemuś głupi boś biedny. Czemuś biedny boś ofertyMateriały promocyjne partnera Sklep Książki Rozwój osobisty Psychologia, motywacja Wydawnictwo: Złote Myśli Data premiery: 2014-03-03 Liczba stron: 272 Opis Opis "Dlaczego jesteś głupi, chory i biedny?" Skąd pomysł na taki tytuł? Wzbudził on sporo kontrowersji. Ale nie my go wymyśliliśmy! No więc... dlaczego jesteś głupi, chory i biedny? Kto śmie zarzucać mi głupotę, biedę i chorobę? Głupi nie jestem. Może i mam parę kilo nadwagi, ale to jeszcze nie choroba! A bieda? Mam dom (i kredyt), mam superfurę (jeszcze 3 lata będę ją spłacać) i stać mnie na fajne wakacje raz w roku. Nie każdy może sobie na to pozwolić. Ja i żona dobrze zarabiamy. Nie jestem biedny. Biedni to są ci, co żebrzą pod monopolowym. Ja nie. Czytając książkę Randy'ego – nawet nie spostrzeżesz się, że od początku pisze o tobie. O wirusach myślowych, które infekują niemal każdego. Ile trzeba mieć przebiegłości, żeby je rozpoznać i przegonić z własnego umysłu. To wirusy, które przedkładają chwilową wygodę nad lepsze jutro. Te wirusy wplątują Cię w spiralę długów. To one zachęcają cię do pozostania przed TV z batonikiem w ręku, zamiast pogrania z dziećmi w piłkę. I to wreszcie one sprowadzają na ciebie wszelkie niebezpieczeństwa, nawet te, na które pozornie nie masz opis pochodzi od wydawcy. Dane szczegółowe Dane szczegółowe Tytuł: Dlaczego jesteś głupi, chory i biedny oraz jak stać się mądrym, zdrowym i bogatym Autor: Gage Randy Tłumaczenie: Winiarczyk Anna Wydawnictwo: Złote Myśli Język wydania: polski Język oryginału: angielski Liczba stron: 272 Numer wydania: I Data premiery: 2014-03-03 Rok wydania: 2013 Forma: książka Wymiary produktu [mm]: 211 x 18 x 147 Indeks: 14559273 Recenzje Recenzje Inne z tego wydawnictwa Najczęściej kupowane Dlaczego w szkołach nie uczy się o pieniądzach??? - To pytanie nurtuje mnie od dłuższego czasu... Chyba jednak komuś "na górze" zależy bardzo na tym, by większość pozostawała w zupełnej nieświadomości odnośnie świata finansów - przecież wtedy więcej kawałków tortu zostanie dla nielicznych posiadających odpowiednią wiedzę. Tyle w programie szkolnym zagadnień, które się w życiu niespecjalnie przydają, zaś lekcje matematyki, w której mały nacisk kładzie się na działy związane z finansowością to już chyba kompletne nieporozumienie (chyba przyznacie, że gdyby dzieci i młodzież miały pełną świadomość, że to, co poznają na lekcjach matmy, ma konkretne przełożenie na zawartość ich portfeli w przyszłości - to wówczas nie trzeba by było specjalnie nikogo motywować do zdawania matury z tego przedmiotu; oczywiście pod warunkiem, że od razu w trakcie poznawania poszczególnych zagadnień matematycznych, widzieliby ich przydatność w sensie praktycznym... - ja w każdym razie nie pamiętam, żebym kiedykolwiek była w szkole w ten sposób motywowana).Tak więc bogaci stają się bogatsi, a biedni staja się biedniejsi...Większość z nas uczy się o pieniądzach od swoich rodziców. A co niezamożni rodzice mówią na ten temat przeważnie swojemu dziecku? - Z reguły to wygląda tak: "Chodź do szkoły i ucz się pilnie". (Nie chciałabym być źle zrozumiana - nie neguję wartości posiadania dobrej edukacji - to jest bardzo ważne w życiu. Jednak praktyka pokazuje, że w dzisiejszych czasach to może nie wystarczać.) Dzieci często mogą kończyć szkołę z celującymi wynikami, ale z marnym przygotowaniem finansowym i marnym nastawieniem mentalnym, gdyż taką wiedzę nabyły, gdy były młode. Stąd później, w życiu dorosłym, niejednokrotnie zdarza się tak, że bankowcy, lekarze, księgowi, którzy osiągali świetne wyniki w szkole, mogą borykać się z finansami przez całe swoje życie - o zgrozo! - pomimo osiągania przez nich całkiem niezłych dochodów...Zresztą dość często praktyka życia pokazuje, że najlepiej w świecie biznesu radzą sobie uczniowie niespecjalnie wyróżniający się w szkole, a nawet osiągający na tym polu słabe wyniki (biorąc pod uwagę fakt , że od wielu lat system szkolny preferuje bierne przyswajanie wiedzy przez uczniów, tłumiąc wszelkie przejawy kreatywnego i niestandardowego myślenia - co w biznesie i świecie finansów jest wręcz nieodzownym warunkiem, aby przetrwać i się rozwijać - takie obserwacje wcale nie powinny dziwić ani szokować).Książka "Bogaty ojciec Biedny ojciec" (i cała seria, która powstała jako kontynuacja) odpowiada na ogromne zapotrzebowanie w sferze edukacji finansowej od podstaw. Ja skorzystałam wiele...CDN... poniedziałek, 2017-07-036811Na luzieJakiś czas temu naszło mnie na rozmyślania na tematy egzystencjalne i zauważyłem pewną ciekawostkę (możliwe, że Ty również). Mianowicie zdecydowana większość ludzi prezentuje dwie charakterystyczne postawy: totalny brak wiary w siebie oraz postawę roszczeniową „mi się należy”. Wielu z nich łączy je obie. Dzisiaj będzie pochodzi z banku zdjęć Fotolia Z pewnością tym wpisem obrażę wiele osób. Jeśli po przeczytaniu będziesz wśród nich, to... cóż. Może warto się zastanowić nad pewnymi sprawami? Brak wiary w siebie Bogactwo to zło, a ludzie bogaci to złodzieje. Czy to prawda?#bogactwo #złodziejZatweetuj Wielu ludzi (nie chcę tu rzucać liczb, bo nie robiłem żadnych badań, więc zastosujcie sobie klasyczną zasadę Pareta) nie wierzy w siebie i swoje możliwości. Świadomie lub nie, zaniżają swoją wartość. Uważają, że nie zasługują na bogactwo czy jakikolwiek inny życiowy sukces. Niektórzy błędnie nazywają to skromnością. Niestety dużą winę za to ponoszą rodzice, szkoła, środowisko, które (celowo lub nie) ściąga nas wszystkich w dół i równa do małego. Tu muszę przyznać, że sam przez wiele lat tkwiłem w takim przekonaniu i dopiero niedawno otworzyłem oczy i pracuję na sobą, ale zmiana zaprogramowanego od urodzenia myślenia nie jest prosta. Wspominałem o tym między innymi tutaj: Dlaczego nie powinieneś walczyć cenami? Jeśli chodzi o zamożność, to tacy ludzie odpychają od siebie taką możliwość. Bardzo wielu wychodzi z jakiegoś chorego założenia, że bogactwo to zło, a ludzie bogaci to złodzieje. Lepiej więc nic nie mieć, żyć w „uczciwym ubóstwie” i po cichu liczyć na lepsze „życie po śmierci”. Zgadnijcie, jaka sekta najchętniej zasiewa takie myśli w tych głowach? Smutny pochodzi z banku zdjęć Fotolia Mi się należy Najlepiej zabrać złym bogatym (bo to uczciwe) i rozdać biednym (bo to słuszne)#zły #bogaty #biednyZatweetuj To druga bardzo popularna postawa. Takie roszczeniowe podejście ma wielu ludzi na świecie, ale Polacy w tym przodują. Zamiast robić coś w celu poprawy swojego życia, czekają, aż ktoś inny im to poda na tacy. To potencjalni beneficjenci Janosika i 500+. Według nich najlepiej zabrać złym bogatym (bo to uczciwe) i rozdać biednym (bo to słuszne). Tu też nie przedstawię żadnych badań, ale z obserwacji wnioskuję, że to efekt uboczny państw socjalistycznych. W kapitalizmie każdy dba o siebie i swoją rodzinę (tak, egoizm jest bardzo dobry) i rząd to promuje. W socjalizmie zaradni są zmuszani do dbania o „niezaradnych” przy czym ta niezaradność często wynika z wyrachowania. Po co się męczyć i oddawać procenty od ciężkiej pracy, skoro mogę nic nie robić a kasa sam przyjdzie? Milton Friedman powiedział kiedyś: Jeśli płacicie ludziom za to, że nie pracują, a każecie im płacić podatki gdy pracują, nie dziwcie się, że macie bezrobocie. Polecam też inne jego cytaty, wiele naprawdę trafia w punkt. Jak wspomniałem na początku, bardzo często występuje połączenie tych postaw. Ludzie nic nie robią (bo na pewno mi się nie uda), krytykują bogactwo (bo to zło i szatan - ksiądz tak powiedział), krytykują ludzi zamożnych (bo się dorobił, złodziej jeden) a jednocześnie domagają się, żeby państwo podniosło najbogatszym podatki, żeby sami mogli stanąć w kolejce do MOPS. Znasz takich ludzi? Bo ja niestety całkiem sporo. Wierzę w siebie i dam radę Takich ludzi niestety jest najmniej. Którzy nie oglądają się na innych, nie oczekują pomocy, tylko sami biorą życie w swoje ręce. Nie liczą na emeryturę z ZUS, bo wiedzą, że jej nie zobaczą. W sumie to nie wierzą w żadną emeryturę, co najwyżej dochód pasywny z własnego biznesu czy inwestycji. Gdzieś czytałem, że tę postawę reprezentuje około 10% populacji, ale na pewno w dużej mierze zależy to od kraju, ustroju i dociskania śruby ludziom przedsiębiorczym. Jednak mimo „podcinania skrzydeł” przez innych (rodzinę i znajomych) robią swoje, żeby ostatecznie osiągnąć sukces. A na końcu i tak dostają łatkę „nieuczciwy, bo się dorobił”. Przeczytaj, jak możesz sobie zaufać: Zaufaj sobie do cholery! Zwycięzca pochodzi z banku zdjęć Fotolia Przejebałem najlepsze lata Czy Tobie też szef powtarza jak mantrę, że jesteś nic nie warty i powinieneś się cieszyć, że w ogóle masz pracę?Zatweetuj Sam przez wiele lat należałem do tej pierwszej grupy. Dokładnie z opisanego wyżej powodu. Jedna szkoła, druga, studia, brak pomysłu na przyszłość (no bo co ja mogę robić biedny żuczek), kolejne etaty w agencjach, w których każdy kolejny szef jak mantrę powtarzał, że jesteśmy nic nie warci i powinniśmy się cieszyć, że w ogóle mamy pracę. No to cieszyliśmy się. Znam takich, co wciąż się cieszą. Ja się z tego wyrwałem dzięki kilku mądrym ludziom, którzy otworzyli mi oczy. Ale to, że otworzyli, nie znaczy, że już następnego dnia byłem człowiekiem sukcesu. Zmiana to długi proces i trwa całe życie. Nie jestem pewien, czy dotarłem chociaż do połowy tej drogi. Każdego dnia mam przed sobą masę przeciwności i „życzliwych”, którzy lepiej wiedzą, co jest dla mnie dobre. Miewam chwile zwątpienia, zwłaszcza gdy czuję się samotny w swojej walce z rzeczywistością. Jest to ciężkie, bo przecież o wiele łatwiej dać się wszystkim ściągnąć niż wszystkich szczęście jestem na tyle stuknięty, żeby słuchać głosu wewnętrznego a nie innych. Smuci tylko, że osoby, na których mi zależy, stoją po drugiej stronie barykady. Czy należysz do tych grup? Zmartwię Cię. Jeśli codziennie rano wstajesz, pędzisz do pracy na etacie i odliczasz dni do piątku, to należysz do pierwszej. Jeśli siedzisz na zasiłku albo pobierasz 500+ do do drugiej. Jeśli chcesz, żeby Twoje życie się zmieniło, musisz sobie to przede wszystkim uświadomić, pogodzić i zacząć nad sobą pracować. Polecam wpis: Poznaj 25 cech ludzi silnych psychicznie Kasa jest najważniejsza Życia nie wolno sprowadzać do materialności, bo przecież „pieniądze szczęścia nie dają”. Prawda czy kłamstwo?Zatweetuj Już słyszę te głosy pełne oburzenia, że nie wolno życia sprowadzać do materialności, bo przecież „pieniądze szczęścia nie dają” i jest wiele ważniejszych rzeczy. Jeśli tak uważasz, to okłamujesz albo mnie albo siebie. Zresztą prosta sprawa. Skoro kasa dla Ciebie nie jest najważniejsza, to po co pracujesz? Oddaj mi swoje oszczędności, zrezygnuj z pracy i rób to, co według Ciebie jest najważniejsze. Po co masz się unieszczęśliwiać pieniędzmi? Co? Jednak nie? Hipokryzja? O ile zgodzę się, że pieniądze same w sobie faktycznie szczęścia nie dają (nie da się ich zjeść a gapienie się w monety jest dosyć głupim zajęciem) o tyle pozwalają na godne życie. I bezmyślne powtarzanie wyświechtanych haseł tego nie zmieni. Opłać tymi „ważniejszymi rzeczami” czynsz, nakarm siebie i rodzinę, wykształć dzieci czy kup zwykłe leki na przeziębienie. Jeśli Ci się uda, to przyznam Ci rację. Przecież idąc tym tropem najszczęśliwsi są ludzie biedni i bezdomni, a bogaci mają naprawdę przejebane życie. Naprawdę uważasz, że ktoś, to nie ma co do garnka włożyć jest szczęśliwy? Piramida potrzeb Na pewno ją kojarzysz. Najpierw zapieprzasz, żeby było co do garnka włożyć, potem żeby zapewnić rodzinie bezpieczeństwo itd. Oczywiście są różne warianty piramid, ale nieodmiennie na dole jest walka o przetrwanie a na górze jest szczęście i wolność. Czy naprawdę sądzisz, że ktoś, kto nie wie, czy jutro będzie jadł, myśli o tym, że są „ważniejsze rzeczy” i będzie je realizował? Życzę Ci dużo zdrowia... Wiele chorób wynika z obniżonej odporności organizmu spowodowanej stresem i zmartwieniamiZatweetuj ...bo lepiej być zdrowym niż bogatym. No jasne, bo bogaci chorują na potęgę. A biedni to okazy zdrowia. Rozejrzyj się. Kto z ludzi, których znasz, choruje częściej? Wiele chorób wynika z obniżonej odporności organizmu, a tą często powoduje stres i zmartwienia. Największym powodem do zmartwień jest brak kasy. No bo jak o tym nie myśleć, skoro do wypłaty prawie cały miesiąc? Zresztą na zdrowie duży wpływ mają też inne czynniki np. warunki mieszkaniowe (grzyb wyłażący spod tapety), jakość odżywania (tanio czy zdrowo - wybierz jedno), relaks, wypoczynek, wakacje itp. Chcesz czy nie, to wszystko wiąże się z kasą, często niemałą. OK, są choroby, które mogą przytrafić się każdemu. Ale kto szybciej ma szanse na wizytę u specjalisty? Kogo będzie stać na wykupienie nierefundowanych leków? Dlatego jeśli już masz mi czegoś życzyć, to życz mi jednak pieniędzy. Lekarka pochodzi z banku zdjęć Fotolia Błędnie pojmujesz znaczenie bogactwa Czy bogaci nic nie robią, tylko gonią za forsą kosztem rodziny, przyjaciół czy duchowym rozwojem?Zatweetuj Uważasz pewnie, że bogaci nic nie robią, tylko gonią za forsą kosztem rodziny, przyjaciół czy duchowym rozwojem (błędnie mylonym z religijnością czy wiarą w jakiegoś boga). Tymczasem poza nielicznymi wyjątkami jest wręcz przeciwnie. Bogactwo daje właśnie wolność od tej gonitwy. To przede wszystkim możliwość godnego życia, to rozwijanie swoich pasji. To mniej ciężkiej pracy i więcej czasu dla dzieci. To zajebiste wakacje bez liczenia każdej złotówki. To wypoczynek bez stresu, że za tydzień znów trzeba będzie patrzeć na tego durnego szefa. To w końcu robienie tych „innych ważnych rzeczy” (ważniejszych od pieniędzy), które dają Ci szczęście i spełnienie, bo nie musisz wiązać końca z końcem. Jeśli uważasz, że ubóstwo uszlachetnia to znowu kogoś okłamujesz. To właśnie bieda wyzwala najgorsze cechy: zawiść, zazdrość, czasami wręcz pcha do przestępstwa. OK, bogatym też się zdarza, ale jednak większość przestępców wywodzi się z nizin społecznych. Zerknij w mega ciekawy wpis: Poznaj 15 rzeczy, które pomogą Ci stać się bogatym Niektórzy uważają, że pieniądze zmieniają ludzi. Kolejna bzdura. One nie zmieniają ludzi, co najwyżej uwypuklają ich cechy. Burak zawsze będzie burakiem, co najwyżej w BMW. Altruiście pieniądze pozwolą mu skuteczniej realizować szczytne cele i pomoc innym. Śniadanie pochodzi z banku zdjęć Fotolia Finisz czyli lektura, którą chcę Ci polecić Jeśli ją znasz, to z pewnością już tytuł wpisu wszystko już Ci wyjaśnił. Jeśli nie znasz, a chcesz coś zmienić w swoim życiu, koniecznie poszukaj i przeczytaj książkę Randy’ego Gage „Dlaczego jesteś głupi, chory i biedny”, którą niedawno polecił mi Pan Cytat. W sumie nie dowiedziałem się z niej już zbyt wielu nowych rzeczy, ale utwierdziła mnie w przekonaniu, że jednak warto a nawet trzeba dążyć do bogactwa. No chyba, że wolisz być głupi, chory i biedny... Zobacz także:Jeśli podoba Ci się wpis,koniecznie zalajkuj,skomentuj i zapisz się nanewsletter

dlaczegoś biedny boś głupi